Obiecałam i zawiodłam… Przepraszam.

Dziś wklejam kontynuacje mojego postu, przepraszam, że tak późno. Mój Vibin Mini jednak nie zawiódł, nie jestem w ciąży, ale dolegliwości nie przeszły, więc szykuje się do wizyty u ginekologa i zmiany tabletek na jakieś mniej szkodliwe dla mnie. Szkoda, że nasza polska służba zdrowia działa tak, że faszerują nas lekami, różnymi dopóki, któryś nam nie podejdzie. Chyba poproszę o badania na hormony i według nich będę dobierać sobie tabletki, bo to głupiego robota męczyć się ciągle z wymiotami i innymi dziwnymi reakcjami mojego organizmu. Szczerze, gdy dowiedziałam się, że jednak nie będę mieć małego szczęścia trochę posmutniałam, nie wspomne o moim chłopaku, który chodzi strasznie przybity. Ale cóż, na dziecko mamy jeszcze czas… Przecież dopiero 2 dni temu skończyłam 18 lat… Całe życie przede mną, ale jak wiemy – życie płata figle. Zobaczymy jak dalej potoczy sie moja historia.

Dziękuję wszystkim, którzy tu jeszcze zaglądają.

I co teraz…

Jakieś 3 miesiące temu zdecydowałam się na antykoncepcje hormonalną. Zaczęłam brać tabletki i czułam się po nich baaardzo dobrze. Nie przytyłam zbyt wiele, w moim organizmie nie nagromadziło się wiele wody, ogólnie cud, miód, malina… Aż do tego miesiąca. Od tygodnia wstaje rano i wymiotuje, odrzuciło mnie od alkoholu, po 2 łykach piwa często wymiotuje. Do tego ta senność i ciągłe przemęczenie + latam co chwile do toalety. Dziś 4 dzień jak powinnam dostać krwawienia z odstawienia, a tu NI WIDU, NI SŁYCHU, że coś się szykuje… :) Czekam z niecierpliwością do środy, jeśli nie pojawi się krwawienie to sięgnę po test ciążowy… Kochani, nawet nie wiecie co się ze mną dzieje… Momentami jestem przeszczęśliwa, że mogę za chwile dowiedzieć się, że zostanę mamusią, a z drugiej strony… Lęk przed przyszłością jest równie silny. Maciek dzielnie mnie wspiera i liczy na dwie kreski, ponieważ starsznie chce dziecka… A JA? Ja chce skończyć studia…

Jutro kolejny wpis, kontynuacja…. Obiecuje.

Zgrzyty…

Witajcie ponownie kochani.

Cieszę się, że mam kilku czytelników, którzy podzielają mój los i odwiedziają mój blog. To dzięki wam jeszcze nie umarłam tu w internecie.

Ostatnio dużo dzieje się w moim życiu. Mam dość spore problemy, jeśli chodzi o kontakt z moją rodziną, nie potrafię się z nimi dogadać. Obwiniamy się nawzajem o wszystkie popełnione błędy. Momentami mam już dość, ponieważ nie mam zbyt dużo psychicznej energii na wykłócanie się z nimi o moje racje. I doszło do tego, że rozważam przeprowadzkę do mojego chłopaka. Nie wiem jeszcze jak to wszystko zorganizować, Maciek sam zaproponował, żebym z nim zamieszkała, ponieważ ma dość przyglądania się jak przez nich cierpie i jak jestem przez nich wykorzystywana. Staram się unikać z nimi jakiejkolwiek wymiany zdań, bo WSZYSTKIE kończą się straszną kłótnią… Podejrzewam, że to stres związany z życiem mojej babci, ponieważ przyczepiły się do niej wszystkie możliwe choroby + w tomografii wyszło, że ma zwężone żyły w mózgu co skutkuje częściowym niedotlenieniem. Wszyscy martwimy się o nią, a to odbija się na naszych relacjach. Moim zdaniem to co się dzieje, powinno nas połączyć, a nie jeszcze bardziej poróżnić. Nie wiem już sama co robić, po prostu nie mam siły walczyć sama ze sobą i jeszcze z nimi.

Przepraszam za ten chaotyczny wpis, ale musiałam to z siebie wyrzucić, a wiem, że przed wami mogę się otworzyć.

Nie pytajcie więc kochani…

Czasem czuje się, jakbym miała w sobie drugą osobę… I to moje alterego bardzo mnie martwi. Z natury jestem silną kobietą, bo to co przeszłam w ciągu 18 lat mija się z najśmielszymi wyobrażeniami. Nauczyłam się być silna, postanowiłam, że oddam życiu każdy policzek, którym mnie ugodziło. I wtedy pojawiła się „TA DRUGA JA”, która odzywa się w nieodpowiednich momentach, pokazuje mi jak słaba wewnętrznie jestem… To tak jakbym dążyła do autodestrukcji… Ona wskazuje mi moje słabości, doprowadza mnie do płaczu i uświadamia, że gram sama przed sobą. Czuje się wyczerpana psychicznie… I najgorsze, że nie potrafie kazać jej się zamknąć i zostawić mnie w spokoju…

Mieszanka wybuchowa.

Maturzystka z ambicjami, która ma na głowie dom i młodszego brata nie jest zbyt dobrym materiałem na dziewczynę z powodu braku czasu na cookolwiek.
Motocylkista ze świrem na punkcie swojej Kawy z pracą pochłaniającą cały wolny czas nie jest dobrym materiałem na chłopaka.

Oczywiście jak na złość połączyło nas coś czego nie da się określić. Chwile po tym jak wymieniliśmy w locie swoje imiona i podaliśmy sobie dłonie siedzieliśmy i rozmawialiśmy jakbyśmy znali się od lat… Maciek z uśmiechem na ustach słuchał jak opowiadałam o moim zafascynowaniu motorami, jak to tato woził mnie, małą dziewczynkę na swojej bestii i ile radochy z tego czerpałam. Słuchał jak z rumieńcami na twarzy opowiadałam o idealnym mężczyźnie, który będzie grał na gitarze, wspaniale gotował i jeździł mocyklem.

Nie byłam świadoma, że to o nim mówie… No, oprócz grania na gitarze, tego mój motocyklista nie potrafi. :( Ale ma przynajmiej gitare w domu!

Kiedyś myślałam, że związki bez kłótni to nie związki… Że tak się po prostu nie da. No i jakie jest moje zdziwienie, kiedy nasze sprzeczki wyglądają tak:

„Nie podoba mi się, że …”
„W porządku, nie będę tego robił”

I faktycznie tak jest. Maciek jest wspaniałym słuchaczem i zawsze stara się, by było dobrze. Sam określa się mianem „pantoflarza”, ale mówi, że mu to nie przeszkadza.

Życze wam partnerów, którzy będą słyszeć, a nie tylko słuchać. Którzy będą widzieć, a nie tylko patrzeć. Życze wam partnerów, którzy będą kochać…

 

Byliśmy na rybach, popatrzcie jakie mieliśmy widoki…